Trudno o bardziej osobisty powód do stworzenia firmy zajmującej się odnajdywaniem skradzionych samochodów niż „zniknięcie” własnego auta. Właśnie takie zdarzenie dało początek istnieniu Gannet Guard Systems w Polsce.
W latach 90. nasz kraj był rajem dla złodziei samochodów. W szczytowym momencie auto kradziono średnio co 7 minut i 21 sekund. Jedno z nich „zniknęło” spod hotelu w Szczecinie. Należało do Teresy Kabat. Być może historia przeszłaby bez echa, gdyby nie to, że przypomniała sobie artykuł w norweskiej gazecie dotyczący odnajdowania skradzionych pojazdów. Tekst zwrócił jej uwagę, bo mężczyzna pokazujący na zdjęciu moduł lokalizacyjny miał za plecami obraz, który… namalował mąż pani Teresy.
Skontaktowała się więc z firmą Guard Systems rozwijającą w Skandynawii radiowy system GanTrack. Jego pierwotne zastosowanie było dalekie od ustalania pozycji aut – służył do namierzania łodzi turystycznych i jachtów. Z czasem moduły zaczęto montować również w samochodach, co podsunęło pani Teresie pomysł na wykorzystanie ich w Polsce do zabezpieczania pojazdów na wypadek kradzieży. W efekcie 25 września 1996 r. założona została firma Gannet Guard Systems oferująca to rozwiązanie na terenie naszego kraju
Od jednego samochodu do własnego systemu poszukiwań
W Polsce wokół norweskiej technologii trzeba było zbudować całe zaplecze. Sam moduł radiowy wszak nie wystarczał – kiedy zgłoszono kradzież, ktoś musiał odebrać sygnał, określić kierunek, dotrzeć w pobliże obiektu i wspólnie z policją doprowadzić poszukiwania do szczęśliwego końca. Do tego potrzebny był odpowiedni sprzęt i ludzie gotowi ruszyć w teren, a także wspierający ich działania specjaliści z centrali.
Gannet zaczynał od pięcioosobowego zespołu.
– Początkowo zgłoszenia dotyczące kradzieży przyjmowane były przez telefon i wyznaczonego na tydzień do jego obsługi jednego pracownika. Na ten sam numer przychodziły SMS-y z kilkunastu stacji granicznych, które alarmowały o zbliżaniu się zabezpieczonego pojazdu do przejścia granicznego – wspomina Mirosław Marianowski, Security Manager w Gannet Guard Systems.
Rosnąca liczba zabezpieczonych pojazdów i akcji poszukiwawczych wymusiła stworzenie całodobowej centrali alarmowej oraz przeszkolenie pracowników w zakresie reagowania na różnego typu zdarzenia, alarmy, zgłoszenia czy powiadamianie klientów i służb mundurowych.
Do namierzania skradzionych aut wykorzystywano Suzuki Grand Vitarę, którą wcześniej wysłano do Norwegii, gdzie wyposażona została w anteny do radionamierzania i niezbędną elektronikę. Z kolei nad głowami prowadzących poszukiwania pojawiał się samolot. Początkowo stacjonował w Skandynawii i właśnie stamtąd przylatywał do Polski po zgłoszeniu kradzieży. Jego zadaniem było aktywowanie modułu i naprowadzenie ekipy naziemnej na sygnał, który pozwalał wskazać miejsce, gdzie znajdował się namierzany pojazd.
Z czasem do Suzuki dołączyły inne samochodu, w tym specjalistyczny pojazd radionamiarowy, jakim był Mercedes Sprinter. Jego wysuwany maszt z obrotową anteną kierunkową wielokrotnie pozwalał na szybsze i skuteczniejsze odnalezienie poszukiwanego obiektu wyposażonego w moduł GS-501.
Technologia, która została na dekady
Radiówka mogła wydawać się rozwiązaniem stworzonym dla początkowego etapu działalności. Tymczasem została z Gannetem do dziś. Rozwój nowych technologii pokazał bowiem, że różne sposoby lokalizacji mogą się uzupełniać. Powszechny dziś GPS/GSM daje informacje, których nie można było uzyskać w początkach działalności firmy, ale ma też swoje ograniczenia.
Pojazd może znaleźć się w miejscu, w którym sygnał satelitarny lub komunikacja znana z telefonów komórkowych przestają być użyteczne, takich jak podziemny garaż czy stalowy kontener. Może stać się też tak, jak w przypadku BMW M3, w którym złodzieje użyli aż dwóch zagłuszarek GPS/GSM działających jednocześnie. Mimo to auto udało się namierzyć właśnie za pomocą radiowego systemu GanTrack, odpornego na działanie sprzętu coraz powszechniej wykorzystywanego przez przestępców.
Kolejne generacje coraz mniejszych modułów
Wraz z rozwojem systemu zmieniały się również same urządzenia montowane w samochodach. – Początkowo Gannet korzystał z modułów produkowanych w Norwegii. Jednym z nich był GS-501, wielkością przypominający grubszy telefon komórkowy, choć miał bardziej zwartą konstrukcję. Z czasem pojawiła się potrzeba stworzenia własnego rozwiązania, które dawałoby większe możliwości i pozwalało lepiej kontrolować również sposób zasilania. Tak powstał GGS1000. Dla naszego zespołu był to znacznie większy krok niż sama zmiana obudowy. Zaprojektowaliśmy urządzenie bateryjne wraz z elektroniką i oprogramowaniem, a następnie połączyliśmy w jednym rozwiązaniu dotychczasową lokalizację radiową z GPS i GSM. Nowe komponenty dawały nam więcej możliwości zarówno przy namierzaniu, jak i lokalizacji – podkreśla Dariusz Kwakszys, IT Manager w Gannet Guard Systems
Równie ważna była bateria. Przy GGS1000 Gannet opracował warianty pozwalające na trzy albo pięć lat pracy. Zespół zdobywał przy tym własne doświadczenie w zarządzaniu energią, uwzględniając takie czynniki jak temperatura, w jakiej pracuje urządzenie. Sam moduł był przy tym znacznie mniejszy od wcześniejszych konstrukcji – mniej więcej wielkości paczki papierosów. Wraz z wdrożeniem do eksploatacji GGS 1000, opracowano i wytworzono trackery pozwalające namierzyć poszukiwany moduł z dokładnością kilku centymetrów.
Na tym rozwój się nie zakończył. Gannet pracuje obecnie nad GGS2000. W tym przypadku konstruktorzy poszli dalej zarówno z miniaturyzacją, jak i z możliwościami urządzenia. Projekt przewiduje również Bluetooth z możliwością podłączania dodatkowych sensorów, np. reagujących na otwarcie drzwi czy zmianę temperatury. Duży zapas energii ma pozwolić na wieloletnią pracę modułu.
Kiedy jednak GPS i GSM przestają wystarczać, znaczenia nabiera rozwiązanie, od którego cała historia Gannetu się zaczęła. Firma wykorzystuje własne częstotliwości radiowe przydzielone decyzją Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej i zespoły radionamiarowe. Współczesny GanTrack może współpracować z GPS/GSM, ale radio nadal pozostaje niezależnym sposobem namierzania. A samoloty nadal są częścią tego systemu. Dziś dwa samoloty wykorzystywane w poszukiwaniach nie muszą już startować z Norwegii, lecz z polskich lotnisk.
Od samochodów do całego parku maszynowego
Z czasem zakres działalności Gannetu zaczął wykraczać daleko poza samochody osobowe. Dziś systemy firmy są wykorzystywane do monitorowania bardzo różnych obiektów: aut osobowych i dostawczych, pojazdów ciężarowych, motocykli i skuterów, a także maszyn rolniczych i budowlanych. Gannet rozwija również rozwiązania dla łodzi, skuterów wodnych, przyczep i innych obiektów, których właściciel chce znać położenie i mieć możliwość szybkiego odzyskania ich po kradzieży.
Wraz z poszerzaniem listy monitorowanych obiektów zmieniło się również zastosowanie samego systemu. Lokalizacja przestała służyć wyłącznie do odnalezienia pojazdu po kradzieży. Rozwiązania Gannetu zaczęły dostarczać danych przydatnych w codziennym zarządzaniu flotą. Można dzięki nim sprawdzać położenie pojazdów i maszyn, analizować trasy i postoje, kontrolować czas pracy, zużycie paliwa czy uruchomienia silnika, a także ustalać geostrefy i otrzymywać informacje o ich opuszczeniu. W przypadku flot samochodowych dane te pozwalają również analizować sposób wykorzystania pojazdów, planować trasy i serwis oraz szukać miejsc, w których można ograniczyć koszty eksploatacji.
W praktyce oznaczało to wejście Gannetu w obszar telematyki i zarządzania flotą. Firma zaczęła dostarczać przedsiębiorstwom nie tylko narzędzie służące do odzyskania skradzionego pojazdu, lecz także informacje, na podstawie których można organizować pracę całego parku samochodowego czy maszynowego. Dla firmy transportowej mogą to być dane dotyczące przebiegów, postojów i zużycia paliwa, dla przedsiębiorstwa budowlanego – informacje o czasie pracy maszyn, ich wykorzystaniu i przemieszczaniu się, a dla gospodarstwa rolnego – kontrola położenia i pracy sprzętu rozproszonego na dużym obszarze.
Od polskich garaży po Afrykę
Poszukiwania coraz częściej prowadziły poza nasz kraj. Samochody trafiały na Litwę, do Niemiec, Francji czy Chorwacji, a działania Gannetu obejmowały także Bułgarię, Włochy czy Hiszpanię. W takich sytuacjach lokalizacja pojazdu oznaczała często konieczność współpracy ze Strażą Graniczną i służbami mundurowymi innych państw.
Zdarzały się przy tym tak ciekawe historie, jak ta dotycząca Audi RSQ3 należącego do jednej z polskich wypożyczalni. Po kradzieży zostało ono namierzone we Francji, gdy znajdowało się na barce płynącej po Sekwanie, ukryte w metalowym kontenerze. Później samochód trafił przez Maroko i Wyspy Kanaryjskie do Gwinei w Afryce Zachodniej.
Równie różne były miejsca, w których samochody miały zniknąć z pola widzenia. Trafiały do podziemnych garaży, budynków gospodarczych, hal, lasów, kontenerów czy złodziejskich dziupli. Czasem samochód znajdował się wśród setek identycznych pomieszczeń, jak w przypadku BMW X7 odnalezionego w kompleksie garaży pod Kownem. Innym razem lokalizacja prowadziła do miejsca, w którym oprócz poszukiwanego pojazdu znajdowały się części kolejnych skradzionych pojazdów.
– Kiedy 30 lat temu zaczynaliśmy, nikt z nas nie wiedział, dokąd ta historia nas zaprowadzi. Wiedzieliśmy tylko, że chcemy stworzyć rozwiązanie, które będzie naprawdę pomagało ludziom odzyskiwać skradzione samochody. Z czasem zmieniała się technologia, zmieniała się firma, pojawiali się nowi ludzie i nowe wyzwania, ale jedno pozostało takie samo – przekonanie, że zawsze można zrobić coś lepiej i że warto patrzeć kilka kroków do przodu – mówi Teresa Kabat, założycielka firmy.
Skala poszukiwań
Trzy dekady działalności Gannet Guard Systems obrazuje również skala prowadzonych poszukiwań. Początkowo było ich kilkanaście rocznie, ale szybko liczba ta wzrosła do kilkudziesięciu. W 2021 r. były już 162 zgłoszenia i 152 odnalezienia, a rok później odpowiednio 219 i 209. W 2023 r. liczba poszukiwań wyniosła 223 (namierzono 211 samochodów), w 2024 r. odpowiednio 227 i 217, a w roku 2025 roku zgłoszono 218 „zaginięć”, a 210 aut udało się zlokalizować.
Za tymi liczbami stoi jednak znacznie dłuższa historia. Zaczynała ją pięcioosobowa grupa, która w 1996 r. budowała w Polsce system oparty na radiowej lokalizacji. Dziś Gannet ma około 50 pracowników i ponad 50 tys. klientów.
30 lat temu wszystko zaczęło się od jednego samochodu Teresy Kabat. I od pytania, które wciąż pozostaje najważniejsze: gdzie jest auto, które skradziono?
Maciej Pobocha